http://kiosk.onet.pl/1188658,1,3,237,druk.html
Masakra czyli spektakl
Zakładników trzystu, czyli tysiąc pięciuset
Zaczynamy szturm na opanowaną przez terrorystów szkołę. W środku
półtora tysiąca dzieci. Świat zamiera. To idealny dzień, żeby otruć
opozycyjną dziennikarkę. Bo wobec dramatycznych zdjęć ze szturmu i
setek ofiar, sprawa dziennikarki przejdzie niezauważona. Tak działa
moskiewska szkoła public relations
PIOTR LISIEWICZ
Zakładników trzystu, czyli tysiąc pięciuset
Świat obiega informacja - terroryści w Biesłanie porwali 300 dzieci.
Całe miasto wie, że na uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego było
ich o wiele więcej, ale rosyjskie media powielają oficjalną wersję.
Przez dwa dni zachodnim korespondentom nie przychodzi do głowy, że
są w kraju, w którym nawet prawdziwość informacji o liczbie
zakładników trzeba sprawdzić.W końcu od nauczycielki ze szkoły w
Biesłanie dowiadują się przypadkiem, że dzieci jest nie 300, tylko
1500. Nowa informacja idzie w świat bez komentarza.
Pomysł, że władze liczbę zakładników zaniżyły celowo po to, żeby w
przyszłości móc oszukać opinię publiczną gdy chodzi o liczbę
zabitych w czasie szturmu komandosów, nie przychodzi zachodnim
dziennikarzom do głowy.
Są lepsze newsy, to można ją otruć
Na wszystkich najważniejszych kanałach trwa bezpośrednia transmisja
z Biesłanu. W tym czasie do samolotu wsiada rosyjska niezależna
dziennikarka Anna Politkowska. To ona dostarczyła światu najwięcej
informacji o tym, co dzieje się w Czeczenii. W listach od wojskowych
czyta, że "kwalifikuje się do likwidacji, tak jak jej czeczeńscy
bandyci". Politkowska pije herbatę. Nagle zasypia. Trafia do
szpitala w stanie ciężkim, walczy o życie.
Rosyjskie władze nawet nie starają się dowieść, że to nie one stoją
za otruciem Politkowskiej. Unieszkodliwiają dwóch dziennikarzy
jednocześnie. W tym samym czasie do Biesłanu usiłuje dolecieć
Andriej Babicki, inny niezależny rosyjski dziennikarz. Za pisanie
prawdy trafił już do obozu koncentracyjnego w Czeczenii. Babickiego
na lotnisku zaczepiają podpici mężczyźni. Zostaje zatrzymany za
udział w szarpaninie. Kalkulacja władz, że w chwili, gdy cały świat
patrzy na porwane dzieci, nikt nie przejmie się losem dziennikarzy,
spełnia się niemal w stu procentach. W zachodnich mediach sprawa nie
zostaje dostrzeżona. Jeśli już, to jako jedna z ostatnich
agencyjnych informacji.
Putin robił wszystko, żeby ratować dzieci
Rozpoczyna się szturm. Krwawy, nieudany, skrajnie nieprofesjonalny.
Zachodnie agencje podają informacje, że być może jego rozpoczęcie
było przypadkowe albo zaczęło się w reakcji na rozstrzeliwanie
zakładników. Korespondentom nie przychodzi do głowy, że los
zakładników nie ma tu nic do rzeczy, a decyzja o szturmie
rozpatrywana jest tylko z jednego punktu widzenia - wizerunku
prezydenta Putina. I że decyzje zapadają na najwyższym szczeblu.
Z zachodnich gazet wynika, że jest odwrotnie. "Sueddeutsche Zeitung"
cytuje rzecznika Putina, który tłumaczy, że dla ratowania dzieci w
Biesłanie rosyjski prezydent był gotów złamać zasadę niepodejmowania
negocjacji z terrorystami. - Terroryści mogli otrzymać pieniądze,
korytarz powietrzny, helikoptery lub samoloty - twierdzi rzecznik.
Rzymski dziennik "Il Tempo" w artykule "Nowe Auschwitz" podkreśla,
że szturm rosyjskich sił specjalnych był próbą uratowania tych,
których można było jeszcze uratować. Wątpliwości nie ma amerykańska
administracja: - Odpowiedzialność za te tragiczne zgony ponoszą
terroryści. Stany Zjednoczone stoją ramię w ramię z Rosją w naszej
globalnej walce z terroryzmem - zapewnia rzecznik Białego Domu Scott
McClellan.
Podobnie myślą Brytyjczycy: według Tony'ego Blaira w Biesłanie dał o
sobie znać "niesamowity ekstremizm, nie liczący się z żadnymi
ograniczeniami; może dotknąć każdy kraj na świecie".
Czeczenia, czyli Al-Kaida
W CNN trwa relacja z Biesłanu. Sonda wśród mieszkańców Moskwy,
którzy pomstują na Czeczenów. Ich wypowiedzi CNN pozostawia bez
komentarza. W studiu pojawiają się eksperci. Jedyne co interesuje
dziennikarzy, to domniemane związki Czeczenów z Al-Kaidą. Widz nie
dowiaduje się niczego na temat podłoża konfliktu ani tego, co dzieje
się na co dzień w Czeczenii.
BBC przeprowadza - ewenement - wywiad z Ahmedem Zakajewem,
przedstawicielem czeczeńskiego prezydenta Asłana Maschadowa. Zakajew
musi odpowiedzieć na pytanie, czy... cała czeczeńska partyzantka
powiązana jest z Al-Kaidą. Jego zaprzeczenia to dla wielu
dziennikarzy duża niespodzianka. Zdania, że terroryzm ma coś
wspólnego z polityką Putina w stosunku do Czeczenii, nie sposób
wymusić od zachodnich polityków. Najważniejsi zgodnie odmawiają
wypowiedzi. Brytyjski premier Tony Blair twierdzi, że "w dniu żałoby
narodowej w Rosji nie należy rozważać takich kwestii". Zaś niemiecki
kanclerz Gerhard Schroeder odmawia nawet skomentowania przebiegu
szturmu, zasłaniając się brakiem informacji
Podłożem konfliktu zajmują się za to włoskie gazety. Gazeta "La
Padania" pisze negatywnie o cywilizacji chrześcijańskiej. Prawicowe
"Libero" i "Secolo D'Italia" atakują włoską lewicę za to, że "chcąc
sądzić Putina za masakrę zakładników, zapominają o tym, że
prawdziwymi i jedynymi mordercami byli terroryści", zaś wśród
lewicowych polityków "żałoba po ofiarach z Osetii trwała krótko".
Terroryści prosto z więzienia
Kim byli terroryści? Rosjanie podają nazwiska zabitych -
czeczeńskich bojowników. Informacja idzie w świat. Czeczeńskie i
rosyjskie portale internetowe odpowiadają - co najmniej trójka z
domniemanych terrorystów była od kilku lat w rosyjskich więzieniach.
Czeczeni mówią wprost: 31-letniego Chanpaszę Kułajewa z zimną krwią
zabito i przywieziono jego trupa do Biesłanu. Podobnie innych
bojowników. Zasypują media cytatami z rosyjskich prorządowych gazet
sprzed trzech lat, w których służby specjalne chwaliły się
aresztowaniem "uczestników bandyckich formacji".
Ale ta informacja nie trafia na czołówki. Pomysł, że Władimir Putin,
nasz sojusznik w walce z terroryzmem, kazał zabić czeczeńskich
więźniów i podrzucić ich trupy jako dowód na związki partyzantów ze
zbrodniczym atakiem, zachodnim korespondentom nie mieści się w
głowach.
Basajew czyli Maschadow
Rosja obiecuje 10 milionów dolarów za wskazanie miejsca pobytu
Szamila Basajewa i Asłana Maschadowa - ogłasza Kreml. Agencje
cytują bez komentarza. Nie przychodzi im do głowy, że nie chodzi o
złapanie kogolwiek, tylko zbitkę Maschadow-Basajew. Połączyć
Basajewa, który przyznał się do terrorystycznego zamachu na Dubrowce
z Maschadowem, legalnie wybranym prezydentem Czeczenii, który ostro
potępia terroryzm - to prawdziwy cel komunikatu. Udaje się w 100
procentach - agencje nie tłumaczą, czym jeden różni się od drugiego.
Ale to i tak wyjątkowo łagodne obejście się z Maschadowem. Po
zamachu na Dubrowce rosyjska telewizja wyemitowała sfabrykowane
wystąpienie Maschadowa, w którym przyznawał się on do zorganizowania
zamachu.
Putin: rozmawiajcie z Bin Ladenem
Putin milczy w trakcie zajść w Biesłanie. W tym czasie zachodnie
media spekulują, że być może zmieni politykę. Konferencja prasowa
nie pozostawia złudzeń. Putin nie chce nic zmieniać. I znakomicie
czuje się w tym spektaklu. Wymordowanie ćwierć miliona Czeczenów,
obozy koncentracyjne, palenie cywilnej ludności żywcem, którego
dopuszczają się rosyjscy żołnierze, rosyjski prezydent porównuje
do... znęcania się przez strażniczkę nad więźniami w Abu Ghraib.
Zachodni odbiorca słyszał o nadużyciach w Abu Ghraib, a o Czeczenii
coś piąte przez dziesiąte. Przyznaje rację Putinowi.
A ten snuje dalsze analogie. - Dlaczego wy się nie spotykacie z
Osamą bin Ladenem, dlaczego nie zaprosicie go do Białego Domu czy
Brukseli i nie zaczniecie z nim rozmów. Czy jak go spytacie, czego
chce, i dacie mu to, to czy zostawi was w spokoju? - pyta. Nikt nie
zadaje pytania, skąd to porównanie, czy słyszano, by Maschadow
zorganizował jakiś terrorystyczny zamach albo żeby bin Laden
potępiał - jak Maschadow - terroryzm. A Putin tłumaczy dalej: - Może
nie mam racji, ale Margaret Thatcher, którą raz spotkałem,
powiedziała: Człowiek, który wychodzi na ulicę, by zabijać innych,
sam powinien być zabity. Nikt nie zadaje pytania, czy Putin nie mówi
przypadkiem o sobie i swoich generałach.
Czeczeni w każdym zakątku świata
Jurij Bałujewski, szef rosyjskiego Sztabu Generalnego oświadcza, że
w walce z terroryzmem Rosja jest gotowa do uderzenia na bazy
terrorystów w każdym zakątku świata. W polskich mediach pojawia się
sugestia, że z racji braku baz czeczeńskich terrorystów w każdym
zakątku świata, może chodzić po prostu o wysłanie płatnych morderców
do Wielkiej Brytanii, aby zabili Ahmeda Zakajewa, byłego
czeczeńskiego ministra kultury walczącego o pokojowe rozwiązanie
konfliktu. Sugestia pojawia się nie bez przyczyny - rosyjskie służby
zabiły wcześniej w Katarze byłego prezydenta Czeczenii Selim Chana
Jandarbijewa. Tymczasem na Zachodzie trwa dyskusja zmierzająca do
puenty, że terrorystów trzeba zwalczać na całym świecie i Rosja ma
do tego pełne prawo.
SLD zamawia antyrosyjskie komentarze internautów
Masówka przeciwko terroryzmowi w Moskwie. Korespondentka CNN nie
widzi nic dziwnego w fakcie, że na miejsce ludzie dowożeni są
autokarami, a transparenty z hasłami będącymi cytatami z orędzia
Putina wykonane jednym krojem pisma. Wobec nieśmiałej krytyki
podnoszonej tu i ówdzie na Zachodzie, rosyjscy politycy i posłuszne
im media kotraatakują. Szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow mówi, że
kierowane do Rosji apele o "wyjaśnienia w sprawie zajęcia szkoły w
Biesłanie nie umacniają koalicji antyterrorystycznej, lecz są
propagandą i politykierstwem".
Zachodni politycy to niemal hieny: "nie doczekawszy końca żałoby i
pogrzebania ofiar z Biesłanu, do swych kondolencji dołączyli żądania
wyjaśnień". Nazywa to "spekulowaniem na ludzkiej tragedii w imię
własnych celów". Najgorszymi z hien okazują się dziennikarze z
krajów, które przeżyły na własnej skórze czasy sowieckiej
propagandy. Niestety - w przeciwieństwie do kolegów z żyjących od
dziesięcioleci w wolnym świecie - za dużo rozumieją. Co gorsza, ich
postawa zostaje dostrzeżona na Zachodzie. "Liberation" uwzględnia
ich stanowisko - zauważa, że o ile "reakcje Europy na masakrę w
Biesłanie potwierdzają wsparcie dla polityki Moskwy w imię
stabilizacji na kontynencie", Amerykanie wspierają Rosjan w ramach
wspólnej walki z terroryzmem, to "nowe państwa Unii, które przez pół
wieku żyły pod dominacją Rosji, uważają, że Rosja rozumie tylko
język siły".
Rosyjski kontratak uderza więc w polskich rusofobów. "Izwiestia",
których szef został właśnie odwołany za niewłaściwe relacjonowanie
wydarzeń w Biesłanie, informują, że polskie media otrzymały "ciche
zamówienie" od władz naszego kraju na antyrosyjskie komentarze. Mają
one "wspierać narodową tożsamość" Polaków po wejściu do UE. "W
przeciwieństwie do oficjalnej Warszawy, która z samego początku
wyraziła współczucie Rosji w związku z tragedią w Biesłanie, polska
prasa często wykazywała się złą wolą przy opisywaniu wydarzeń w
Osetii Pólnocnej" - zauważają "Izwiestia". Jak wynika z artykułu,
sposobem realizacji "cichego zamówienia" są m.in... wpisy
internautów pod informacjami polskich mediów.
Piotr Lisiewicz
--
The text above is a citation from some other source and other
author.
Send your comments to news://alt.religion.albertanism
Support www.albertanism.freezope.org !


|